VOLVO S90 Fot. Materiały partnera

Volvo S90 w trasie

Volvo S90 zostało zbudowane na nowej platformie podłogowej SPA, którą po raz pierwszy wykorzystano w SUV-ie XC90. Limuzyna mierzy prawie pięć metrów, dokładnie 4 960 mm długości. Szerokość to 2 020 mm, a wysokość 1 440 mm.

Volvo S90 podąża nową ścieżką stylistyczną szwedzkiej marki, którą wyznaczył studyjny Concept Coupe oraz produkcyjne XC90. Co to oznacza? Limuzyna wygląda po prostu świetnie! Linie są odważne, nowoczesne, eleganckie i bardzo dynamiczne. Z przodu w oczy rzuca się nowy, charakterystyczny grill marki oraz LED-owe światła, przy projektowaniu, których projektanci poszukali inspiracji w... młocie Thora. Piękny wygląd podkreślają olbrzymie, bo aż 21-calowe felgi. Z tyłu zwracamy uwagę przede wszystkim na nietypowe, bardzo ciekawe światła (to wpływ Concept Coupe), mocne wcięcie na napis "Volvo" i dwie duże końcówki wydechu.

Przy nowej limuzynie Szwedów nie sposób pominąć stylistyki – to zdecydowanie jedno z najładniejszych aut w klasie. Jednak Volvo ma do zaoferowania znacznie więcej. S90 to znakomity partner w trasie: od krótkiej przejażdżki po mieście do długiego wypadu na drugi koniec Europy. Luksusowe wnętrze pozwoli się kierowcy i pasażerom zrelaksować. Nowoczesne silniki zapewniają bardzo dobre osiągi i nie zmuszają do częstych wizyt na stacji. Limuzyna naszpikowana jest też systemami, które zapewniają bezpieczeństwo w każdej sytuacji.

We wnętrzu panuje minimalistyczna elegancja

Sercem systemu multimedialnego jest 9-calowy ekran dotykowy

Do wykończenia wnętrza wykorzystano drewno i aluminium

Piękne kratki nawiewu to cecha wyróżniająca S90.

Wygodna wielofunkcyjna kierownica. Nad nią umieszczono wyświetlacz przezierny, gdzie wyświetlane są najważniejsze informacje.

Wygodne i funkcjonalne wnętrze VOLVO S90 Fot. Materiały partnera

Wygodna wielofunkcyjna kierownica. Nad nią umieszczono wyświetlacz przezierny, gdzie wyświetlane są najważniejsze informacje.

Fot. Materiały partnera

Sercem systemu multimedialnego jest 9-calowy ekran dotykowy

Fot. Materiały partnera

Do wykończenia wnętrza wykorzystano drewno i aluminium

Fot. Materiały partnera

Piękne kratki nawiewu to cecha wyróżniająca S90.

Fot. Materiały partnera

Wygodna wielofunkcyjna kierownica. Nad nią umieszczono wyświetlacz przezierny, gdzie wyświetlane są najważniejsze informacje.

Fot. Materiały partnera

Fot. Materiały partnera

Pod maską mogą pracować nowoczesne dwulitrowe jednostki napędowe Drive-E. Dla zwolenników silników wysokoprężnych przewidziano trzy diesle: bazowy D3 o mocy 150 KM, D4 o mocy 190 KM i D5 AWD o mocy 233 KM. Najsłabszy silnik benzynowy to wersja T5, gdzie z dwóch litrów pojemności szwedzcy inżynierowie wycisnęli 254 KM. Mocniejsza odmiana benzynowa T6 AWD 320 KM osiąga 100 km/h w 5,8 sekundy.

Na szczycie znajduje się hybrydowe Volvo S90 T8 AWD Twin Engine. Tutaj silnik benzynowy dostał do pomocy silnik elektryczny o mocy ponad 62 kW, który zapewnia limuzynie jeszcze lepsze osiągi. Pierwsza setka to kwestia 5,2 sekundy, a przy spokojniejszej jeździe spalanie powinno wynieść około 2 l/100 km.

VOLVO S90 Fot. Materiał Partnera

VOLVO S90 Fot. Materiały partnera

VOLVO S90 Fot. Materiały partnera

VOLVO S90 Fot. Materiały partnera

VOLVO S90 Fot. Materiały partnera

VOLVO S90 Fot. Materiały partnera

Volvo to w motoryzacji synonim bezpieczeństwa, a S90 tylko gruntuje tę pozycję. Na pokładzie limuzyny debiutuje paleta najnowszych rozwiązań poprawiających bezpieczeństwo. To m.in. druga generacja innowacyjnego systemu Pilot Assist. Wraz z adaptacyjnym tempomatem wspiera kierowcę i przejmuje kontrolę nad samochodem. To już ostatni krok do pełnoprawnego autopilota i jazdy autonomicznej. Pilot Assist działa do 130 km/h. Co ważne,

nie potrzebuje poprzedzającego pojazdu – wystarczą mu tylko poziome i pionowe znaki drogowe.

Kolejna bardzo ważna nowość to system wykrywania dużych zwierząt. Dzięki niemu o wiele łatwiej unikniemy zderzenia z łosiem, jeleniem, czy koniem, a jeżeli nie będzie to możliwe, to Volvo zminimalizuje konsekwencje takiego wypadku.

DZIAŁANIE SYSTEMU PILOT ASSIST, Materiały partnera

Podczas dłuższej trasy każdemu może przytrafić się chwila nieuwagi. Volvo S90 przygotowane jest na taką ewentualność. Nad bezpieczeństwem kierowcy cały czas czuwa system Run-off Migration. Volvo monitoruje drogę i gdy wykryje możliwość uderzenia w barierę przy drodze samo skoryguje kierunek jazdy, a w ekstremalnych sytuacjach aktywuje procedurę awaryjnego hamowania. To pierwszy na świecie system pozwalający uniknąć kolizji spowodowanej zjazdem z jezdni. Działa przy prędkości 65-140 km/h. Run-off Migration zapobiega niebezpiecznym sytuacjom sprowokowanym przez zmęczenie i istotnie wpływa na komfort podróżujących.

Cabin Vardehaugen

Fot. Fantastic Norway

Skandynawia. Dlaczego tak dobrze się tam mieszka?

Skandynawskie miasta niezmiennie plasują się w czołówkach rankingów jakości miejskiego życia. I choć pogoda w tej części świata nie rozpieszcza, Skandynawia przez wielu uznawana jest za doskonałe miejsce do mieszkania. Ale co takiego zrobili Skandynawowie, że mieszka im się tak dobrze?

Miasta dla ludzi


Wyobraźcie sobie miasto, w którym można swobodnie dojść z przedmieścia do samego centrum. Bez konieczności schodzenia do przejść podziemnych, pokonywania wielopasmowych ulic, maszerowania wzdłuż ślepych ścian magazynów. W wielu skandynawskich miastach jest to możliwe. Zadbano o to już w fazie projektowania, przyjmując założenie, że tkanka miejska powinna być ciągła, a każda nowa część miasta dobrze zespolona z już istniejącą zabudową. Grodzone osiedla w szczerym polu są tu więc nie do pomyślenia. Wszelkie bariery, jak linie kolejowe czy drogi szybkiego ruchu, powinny być jak najmniej uciążliwe dla głównego bohatera miejskiego życia: pieszego.

Szlaki dla pieszych, i to dosłownie, przecierano ponad pół wieku temu w stolicy Danii, Kopenhadze. Urodzony w tym mieście profesor Jan Gehl rzucił wówczas ideę miasta w ludzkiej skali. Projektowanego z perspektywy człowieka, a nie samolotu. Takiego, w którym przestrzeń publiczna zaprasza, zbliża ludzi do siebie, pomaga w budowaniu więzi i w ten sposób zwiększa zadowolenie mieszkańców. Na pierwszym miejscu postawiono ludzką skalę budynków i przyjazną przestrzeń pomiędzy nimi. Bo właśnie w niej toczy się życie miasta.

Dziś ulice i place stolicy Danii tętnią życiem, mieszkańcy poruszają się głównie na rowerach i komunikacją miejską, Jan Gehl stał się urbanistycznym guru, a kopenhaskie rozwiązania inspirują zmiany w miastach na całym świecie.

JEDNYM Z CZOŁOWYCH DUŃSKICH ARCHITEKTÓW JEST BJARKE INGELS – NA ZDJĘCIACH JEGO PROJEKTY ZREALIZOWANE W KOPENHADZE: OSIEDLE MIESZKANIOWE MOUNTAIN (ZDJ. Z L.) I OSIEDLE MIESZKANIOWE VM, (ZDJ. Z PR.)

Fot. Wojciech Gurak,flickr.com, CC By-NC 2.0.

HAMMARBY SJÖSTAD – OSIEDLE W SZTOKHOLMIE O OBNIŻONYM O POŁOWĘ NEGATYWNYM WPŁYWIE NA ŚRODOWISKO W PORÓWNANIU Z TRADYCYJNYMI OSIEDLAMI

Fot. Flickr, Hans Kylberg CC by 2.0

KAWIARNIA W AARHUS, DRUGIM CO DO WIELKOŚCI MIEŚCIE W DANII

Fot. Photopop, www.vistidenmark.dk

MUZEUM SZTUKI WSPÓŁCZESNEJ AROS W AARHUS. NA ZDJĘCIU „TWOJA TĘCZOWA PANORAMA” – STAŁA INSTALACJA, KTÓRA POZWALA ODBYĆ SPACER PRZEZ CAŁE SPEKTRUM BARW

Fot. www.vistidenmark.dk/span>

AARHUS W DANII. TYPOWY DEPTAK W ŚREDNIEJ WIELKOŚCI SKANDYNAWSKIM MIEŚCIE

Fot. Photopop, www.vistidenmark.dk

MOUNTAIN - OSIEDLE MIESZKANIOWE W KOPENHADZE PROJEKTU BJARKE INGELSA

Fot. Wojciech Gurak,flickr.com, CC By-NC 2.0.

Przemyślana całość, dopracowany detal

W innej ze skandynawskich stolic, Sztokholmie, powstało osiedle, do którego dziś pielgrzymują fani dobrej mieszkaniówki. Hammarby Sjöstad to chyba najczęściej opisywany z nowych skandynawskich projektów mieszkaniowych. Osiedle dla 25 000 mieszkańców, położone na dawnych terenach przemysłowych w południowo-wschodniej części Sztokholmu, zaprojektowano ze szczególną dbałością o środowisko: w miejscowej oczyszczalni ścieków odzyskuje się biogaz, używany potem do ogrzewania części mieszkań i jako biopaliwo dla autobusów. Segregowane odpady przesyłane są próżniowo z każdego mieszkania za pomocą podziemnej sieci, bez konieczności korzystania ze śmieciarek.

Hammarby Sjöstad nie jest przy tym wyizolowaną enklawą, od razu weszło w dobrą relację z miastem. Osiedlowe parki, place zabaw i przystanie nad jeziorem dostępne są dla przybyszów z zewnątrz. Jednocześnie osiedle jest dobrze skomunikowane z centrum Sztokholmu. Spajanie nowej tkanki miejskiej ze starą działa tu więc w obie strony.

Skandynawski przepis na dobre środowisko miejskie wymaga jeszcze jednego składnika: staranności w projektowaniu, aż po najdrobniejsze detale. Tak właśnie jest w Hammarby Sjöstad, gdzie źródłem wizualnej przyjemności staje się każdy element projektu: od poręczy i parkowej ławeczki, do drewnianych pomostów oraz elewacji budynków – różnorodnych, lecz zachowujących prostotę.

VILLA SUNNANO

Sunnanö, Szwecja;
projekt studio Murman

Fot. Åke E:son Lindman

CABIN VARDEHAUGEN

okolice Trondheim, Norwegia, proj. Fantastic Norway (Hakon Matre Aasarod i Erlend Blakstad Haffner)

Fot. Fantastic Norway

VILLA NYBERG

Borlänge, Szwecja; proj. Kjellgren Kaminsky Architecture

Fot. www.kjellgrenkaminsky.se

VILLA SUNNANO

Sunnanö, Szwecja;
projekt studio Murman

Fot. Åke E:son Lindman

DOM KULTURY SŁUŻEW

WARSZAWA; proj. 137kilo
(dziś 307 kilo) oraz WWAA

Fot. Jakub Certowicz

VILLA MECKLIN

Naantali, Finlandia; proj. Huttunen Lipasti Pakkanen Architects

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

VILLA SUNNANO

Sunnanö, Szwecja; projekt studio Murman

Fot. Åke E:son Lindman

VILLA NYBERG

Borlänge, Szwecja; proj. Kjellgren Kaminsky Architecture

Fot. www.kjellgrenkaminsky.se

DOM KULTURY SŁUŻEW, WARSZAWA

proj. 137kilo (dziś 307 kilo) oraz WWAA

Fot. Jakub Certowicz

CABIN VARDEHAUGEN

okolice Trondheim, Norwegia, proj. Fantastic Norway (Hakon Matre Aasarod i Erlend Blakstad Haffner)

Fot. Fantastic Norway

VILLA SUNNANO

Sunnanö, Szwecja; projekt studio Murman

Fot. Åke E:son Lindman

VILLA MECKLIN

Naantali, Finlandia; proj. Huttunen Lipasti Pakkanen Architects

Fot. Materiały prasowe

Mniej znaczy więcej


Prostota jest zresztą znakiem rozpoznawczym skandynawskiej architektury – wolnej od zbędnych detali, nieuzasadnionych form, niepotrzebnych ozdób. Linie budynków są proste i czyste, dominują kompozycje podstawowych brył i barw. Ten ideał uosabia jedna z ikon architektury XX wieku, Villa Mairea, zaprojektowana w latach 1938-39 przez Fina Alvara Aalto (warto pamiętać, że choć geograficznie Skandynawię ograniczamy do Danii, Szwecji i Norwegii, to gdy mowa o stylu skandynawskim, grono państw rozszerza się o Finlandię i Islandię). Z połączenia powściągliwości modernizmu i ciepła tradycyjnego budownictwa powstała bryła szlachetna i przyjazna – cechy te będą już trwale kojarzyć się z architekturą Skandynawii.

VILLA MAIREA, NOORMARKKU, FINLANDIA, PROJ. ALVAR AALTO Fot. Flickr Ninara CC by 2.0

Skandynawskie domy odzwierciedlają wielkie pasje ich mieszkańców: umiłowanie przyrody i słońca. Im dalej na północ, tym promienie słoneczne stają się rzadszym dobrem. By zapewnić dostęp upragnionego światła do mieszkania, instaluje się duże okna, często na wysokość całego piętra i zazwyczaj nie zasłania się ich firanami. Skandynawowie to wielcy miłośnicy przyrody i aktywności na świeżym powietrzu. Nawet w domu lubią podtrzymywać kontakt z przyrodą, otaczając się przedmiotami z naturalnych materiałów.

Te cechy widać już w Villi Mairea. Budynek prowadzi dialog z otoczeniem: część elewacji pokryta jest drewnem, zaś duże przeszklenia otwierają wnętrze domu na rosnący wokół las, a przede wszystkim wpuszczają do środka dużo światła.

Subtelność i minimalizm skandynawskich domów potrafi wprawić umysł w stan podobny do medytacji. Ich wnętrza okazują się równie stonowane, ale zarazem przyjazne. A do tego nowoczesne i funkcjonalne.

CABIN SJOGA, LILLEHAMMER. PROJEKT ZNANEGO NORWESKIEGO BIURA ARCHITEKTONICZNEGO VARDEHAUGEN Fot. Einar Eldan

Funkcjonalność na pierwszym miejscu


W norwesko-szwedzkim filmie „Historie kuchenne” pracownik Instytutu Badań Domowych siedzi pod sufitem kuchni samotnie mieszkającego mężczyzny, liczy jego kroki i zapisuje każdy ruch. Te badania mają usprawnić życie kawalerów poprzez zracjonalizowanie ich codziennych czynności. I choć cała sytuacja ma posmak absurdu, opiera się na prawdziwej historii z lat 50. To skandynawskie dążenie do podniesienia komfortu domowego życia, tu przedstawione w krzywym zwierciadle, jest jak najbardziej prawdziwe. Z tych samych dążeń zrodził się w końcu sukces najsłynniejszej szwedzkiej firmy meblarskiej – Ikea.

Dziś skandynawski design to prawdziwa instytucja. Charakterystyczna paleta barw, złożona z bladych

błękitów, spokojnych szarości i bieli, jest rozpoznawana na całym świecie. Jasne, drewniane podłogi rozświetlają wnętrza i nadają im przestronności. Ale na pierwszym miejscu stoi niezmiennie funkcjonalność. Skandynawskie wzornictwo to proste formy, podporządkowane funkcji użytkowej przedmiotu. Od początku promowano je hasłem: „styl do mieszkania, nie do oglądania”. Krzesło jest przecież po to, by na nim siedzieć, a nie je podziwiać.

Skandynawski ideał dobrego mieszkania sięga od szczegółu do ogółu. Zaczyna od rzeczy najdrobniejszych: dobrze zaprojektowanej półki, wygodnego fotela, przedmiotów, które ułatwiają życie. Obejmuje mieszkania, w których każdy mebel jest funkcjonalny i elegancki, domy o przemyślanym projekcie, a w końcu miasta, skrojone na ludzką miarę. I chyba jest w stanie zrekompensować nawet długą, skandynawską zimę.

VOLVO S90

Fot. Materiały partnera

Volvo on call – przyszłość w Twoim samochodzie

W 2016 roku parowanie samochodu ze smartfonem przestało być czymś unikalnym. Kolejne marki wprowadzają podobne udogodnienia, sprawiając, że kontrola nad pojazdem staje się coraz bardziej intuicyjna. Jednak żaden producent nie zrobił tego na taką skalę jak Volvo, którego aplikacja VOLVO ON CALL przeobraża nasz telefon w prawdziwe centrum dowodzenia!

Choć w Polsce system ruszył w lutym zeszłego roku, jego historia sięga jeszcze początku XXI wieku. W Szwecji pierwotnie służył do wezwania pomocy w razie wypadku; rozwiązanie okazało się ogromnym sukcesem i z czasem zaczęto wprowadzać je na kolejne międzynarodowe rynki. Najpierw Stany Zjednoczone i Wielka Brytania, potem Włochy, teraz również w Polska.

Skąd ten cały fenomen? System z radością przywitały przede wszystkim osoby samotnie podróżujące. Nawet gdy kierowca – w wyniku wypadku – stracił przytomność, mechanizm uruchamiał się automatycznie i wzywał pomoc. Autonomiczność samochodów powoli stawała się faktem.

Wraz z rozwojem technologicznym i rosnącą popularnością urządzeń mobilnych system stawał się nieco archaiczny, słusznie więc uzupełniono go w świetnie działającą aplikację. Od kilku lat VOLVO ON CALL działa prężnie i – trzeba przyznać – ma się coraz lepiej!
Oczywiście najważniejsza funkcja mechanizmu pozostała niezmienna – pomoc w przypadku zagrożenia. Ratunek możemy wezwać w zasadzie jednym przyciskiem. Automatyczne powiadomienie stosownych służb następuje, gdy w samochodzie uruchomią się poduszki powietrzne lub napinacze pasów bezpieczeństwa. Operator nie tylko namierzy pojazd, wysyłając niezbędną pomoc, ale także spróbuje się skontaktować z kierowcą za pomocą zintegrowanego telefonu. Słowna pomoc i wspólne oczekiwanie na przyjazd ratowników to jeden z filarów VOLVO ON CALL.

VOLVO WCIĄŻ ROZWIJA SYSTEM ON CALL - W CHINACH JEST JUŻ DOSTĘPNA USŁUGA CONCIERGE Materiały partnera

Dowód na funkcjonalność systemu otrzymaliśmy w Polsce jeszcze przed oficjalną premierą w naszym kraju. Zarejestrowany w Skandynawii samochód, wyposażony oczywiście w VOLVO ON CALL, uległ wypadkowi na terenie Polski. Nie stanowiło to jednak dla usługi najmniejszego problemu – stłuczka na szczęście okazała się niegroźna, ale szybko udzielona pomoc dowiodła funkcjonalności systemu.

Drugą ważną funkcją, którą oferuje kierowcom producent jest pomoc w przypadku kradzieży auta. Operator otrzymuje stosowne powiadomienie w razie każdej próby włamania. System dzwoni na zainstalowany w samochodzie telefon i jeśli wykryje, że w środku znajduje się niepożądana osoba trzecia – zawiadamia policję. Jeśli nikt się nie zgłosi – dzwoni na telefon właściciela i informuje o włamaniu. Pojazd zostaje śledzony satelitarnie, można go również zdalnie unieruchomić.

APLIKACJA VOLVO ON CALL NA SMARTFONA Fot. Materiały partnera

Ale podstawowe możliwości, jeszcze bardziej podnoszące poziom bezpieczeństwa to nie wszystkie atuty systemu. Bo VOLVO ON CALL to także poprawa komfortu jazdy oraz szereg rozwiązań mających na celu jeszcze bardziej uprzyjemnić siedzenie za kierownicą. Dzięki aplikacji zdalnie włączysz i wyłączysz silnik – to opcja pomocna zwłaszcza w okresie zimowym, kiedy potrzebujesz ogrzać wcześniej samochód. Tłok na parkingu pod centrum handlowym? Nic strasznego – system pomoże ci

zlokalizować samochód! To jednak nie wszystko, bo dzięki VOLVO ON CALL na bieżąco będziesz mógł kontrolować osiągi swojego pojazdu: smartfon wyświetli odbytą trasę czy poinformuje o średnim spalaniu. Ponadto zyskasz dostęp do szeregu innych danych tj. temperatura w pojeździe.
Możliwości już teraz robią olbrzymie wrażenie, ale co ważne – system wciąż jest rozwijany.

Najważniejszym wyzwaniem stojącym przed VOLVO ON CALL jest poprawa bezpieczeństwa. Automatyczne powiadomienie służb ratunkowych następuje, gdy w samochodzie uruchomią się poduszki powietrzne. Operator szybko namierzy pojazd oraz skontaktuje się z kierowcą dzięki zintegrowanemu telefonowi.

Ktoś ukradł ci auto? Producent otrzymuje stosowne powiadomienie w przypadku każdej próby włamania. Pojazd jest nie tylko śledzony satelitarnie, można go również zdalnie unieruchomić.

Dzięki aplikacji VOLVO ON CALL zdalnie włączysz lub wyłączysz silnik. To pomocne rozwiązanie zwłaszcza w zimie, kiedy garażujemy nasz samochód pod gołym niebem.

Kończy się paliwo? Spokojnie – system wyszuka dla ciebie najbliższą stację benzynową i pokieruje cię najkrótszą drogą.

Dzięki VOLVO ON CALL przyjaźniejsze stają się również… zakupy w galeriach handlowych! Chyba każdy zapomniał kiedyś, gdzie zaparkował samochód. Aplikacja szybko pomoże ci zlokalizować pojazd.

SYSTEM VOLVO ON CALL – CO TO OZNACZA W PRAKTYCE? Fot. Materiały partnera

Najważniejszym wyzwaniem stojącym przed VOLVO ON CALL jest poprawa bezpieczeństwa. Automatyczne powiadomienie służb ratunkowych następuje, gdy w samochodzie uruchomią się poduszki powietrzne. Operator szybko namierzy pojazd oraz skontaktuje się z kierowcą dzięki zintegrowanemu telefonowi.

Fot. Materiały partnera

Ktoś ukradł ci auto? Producent otrzymuje stosowne powiadomienie w przypadku każdej próby włamania. Pojazd jest nie tylko śledzony satelitarnie, można go również zdalnie unieruchomić.

Fot. Materiały partnera

Dzięki aplikacji VOLVO ON CALL zdalnie włączysz lub wyłączysz silnik. To pomocne rozwiązanie zwłaszcza w zimie, kiedy garażujemy nasz samochód pod gołym niebem.

Fot. Materiały partnera

Kończy się paliwo? Spokojnie – system wyszuka dla ciebie najbliższą stację benzynową i pokieruje cię najkrótszą drogą.

Fot. Materiały partnera

Dzięki VOLVO ON CALL przyjaźniejsze stają się również… zakupy w galeriach handlowych! Chyba każdy zapomniał kiedyś, gdzie zaparkował samochód. Aplikacja szybko pomoże ci zlokalizować pojazd.

Fot. Materiały partnera

Na przykład w Azji możemy dzięki VOLVO ON CALL połączyć się z osobistym opiekunem, który pomoże nam znaleźć przy trasie hotel czy restaurację. Tylko czekać, kiedy kolejne funkcjonalności staną się dostępne również na naszym rynku.

Volvo usilnie stara się, by świat przedstawiony wiele lat temu w filmach science-fiction wkroczył również do codziennego życia. I na razie udaje się to bez zarzutu!

Sztokholm, Gamla Stan

Fot. iStock

Niezwykła podróż do Szwecji. 6 rzeczy, które warto zobaczyć, przeżyć, podpatrzeć i… przywieźć do Polski

„Smaken är som baken – delad” – mawiają Szwedzi (co znaczy „Każdy ma swój gust”, a dosłownie „Gust jest jak tyłek – podzielony” – bo Szwedzi kochają powiedzenia z pupą). Oto sześć szalenie gustownych szwedzkich atrakcji.

Fika – kultura picia kawy w Szwecji

Dobra podróż zaczyna się od marzenia, zaś dobry dzień – od kawy. Pod tym zdaniem podpisze się niejeden Szwed, bo w Szwecji kawa – to poważna sprawa. Mowa o ‘fika’, szwedzkim obyczaju polegającym na robieniu sobie kawowej przerwy w ciągu dnia. Nie jest to jednak zwykła przerwa, jaką znamy w Polsce – fika nie ma nic wspólnego z pospiesznym połykaniem kofeiny, żeby się obudzić i

wrócić do przerwanych czynności. Kawa jest tu tylko pretekstem do spotkania z bliskimi lub współpracownikami, przepustką dla miłej chwili w ciągu dnia, którą przeznacza się na oddech, zwolnienie obrotów i bycie z innymi ludźmi, i z powodu której nikomu nie przyjdzie do głowy mieć wyrzutów sumienia. Szwedzi uważają fikapaus (przerwę na fikę) za swój narodowy fenomen i świętość – nic nie usprawiedliwia odmówienia sobie fiki w ciągu dnia.

Kanelbullar są ulubioną przekąską do kawy Fot. Materiały Partnera

Większość szwedzkich firm celebruje tzw. fikapaus – 20-minutową przerwę na kawę Fot. Materiały Partnera

Wiele (jeśli nie większość) szwedzkich firm ma wyznaczone oficjalne godziny na codzienną, obowiązkową fikapaus, gdy wszyscy opuszczają stanowiska pracy, by przez ok. 20 do 30 minut raczyć się kawą (lub herbatą, choć popularniejsza jest kawa – Szwedzi są jednym z największych konsumentów kawy na świecie, spożywają jej rocznie po ok. 10 kilogramów na głowę!) i przekąskami (tu prym wiodą cynamonowe bułeczki kanelbullar. Policzono, że każdy Szwed codziennie przeznacza na fikę średnio 51 minut – 21 minut w pracy i ok. 30 minut w drugiej połowie dnia.

Miejsce na fikę ma drugorzędne znaczenie – może to być kuchnia w biurze, ale też ławka w parku (nie zdziw się, widząc Szwedów w miejscu publicznym, nagle jak na dzwonek wyciągających termosy z kawą i kanelbulle) lub – najbardziej oczywiste, choć nie w Szwecji – kawiarnia lub cukiernia. A skąd się wzięła nazwa fika? Prawdopodobnie z odwrócenia sylab w wyrazie ka-ffi (czyli: kawa), zwyczaj zaś zaszczepił w Szwecji nie kto inny, tylko król Karol XII, który podpatrzył go podczas swojego pobytu w Turcji. I choć inny ważny władca Szwecji, Gustaw III, podchodził do kawy nieufnie, kawowy rytuał przyjął się w północnym kraju, jak mało który. Szwedzi kochają kawę gorąco od 1685 roku, i trzeba przyznać, że zrobili z tą miłością coś naprawdę rozgrzewającego – i ciało, i ducha.

Sztokholm

Fot. iStock

Sztokholm

Fot. iStock

Sztokholm

Fot. iStock

Ekskluzywne połowy ryb

Choć Szwecja nie należy do krajów tanich dla turystów, to turystyka rozwija się tu nadzwyczaj dobrze, a w przy tym w sposób, który nie nasuwa obaw o niszczenie szwedzkiej tożsamości czy środowiska naturalnego. I to mimo że jedna z najlepiej rozwijających się gałęzi turystyki w Szwecji ma z naturą ścisły związek. Mowa o turystyce wędkarskiej, w której Szwecja jest jednym ze światowych liderów. Szwedów jest około 9,5 miliona, a więcej niż jedna dziesiąta z nich deklaruje, że przynajmniej raz w roku jest na rybach. I choć to może brzmieć jak koszmar

wędkarza – zatłoczone, przełowione akweny, gdzie trudno o ciszę, wolne miejsce na wędkę i wolną rybę – to jest dokładnie odwrotnie.

W Szwecji łowi się ryby w luksusowych warunkach, choć szacuje się, że co roku kraj odwiedza co najmniej kilkaset tysięcy wędkarzy. Sęk w tym, że w Szwecji liczba miejsc na połów jest praktycznie nieograniczona – mapa kraju widziana z góry to całe połacie błękitu – rzek, potoków i jezior o niewyobrażalnych rozmiarach. Każdy region Szwecji nadaje się na najlepszy w życiu rybny wypad (pogłowie ryb jest ogromne) i każdy oferuje nieco inne atrakcje.

Szwecja jest liderem w turystyce wędkarskiej Fot. iStock

Niektóre łowiska są trudno dostępne Fot. iStock

By wędkować w Szwecji trzeba mieć specjalne licencje (wyjazd można zorganizować w Polsce lub na miejscu, załatwiają je np. właściciele kwater wypoczynkowych lub sklepów wędkarskich) – ich ceny różnią się w zależności od miejsca i charakteru łowiska, ale wciąż są w zasięgu polskiego turysty. Ważne, by zawsze łowić tylko tyle, ile się potrzebuje, nie więcej. Wie to każdy Szwed, bo dbałość o środowisko naturalne leży w szwedzkiej naturze. Warto wspomnieć też, że kary za przekraczanie limitów są zdecydowanie bolesne dla portfela. Ciekawostka: na północy Szwecji wędkarski dzień może trwać dosłownie 24 godziny!

Muzeum Volvo

Muzeum samochodów to ten rodzaj muzeum, który chyba mało komu wydaje się nudny – nie trzeba być znawcą sztuki, nie trzeba nawet mieć prawa jazdy, by dać się porwać magii motoryzacji. Dlatego będąc w

Goeteborgu warto przeznaczyć parę godzin na muzeum jednej z najsłynniejszych szwedzkich marek – Volvo. Muzeum mieści się w dawnych halach produkcyjnych na przedmieściach miasta, w dzielnicy Arendal – z okien na pierwszym piętrze widać morze. Co można tu zobaczyć? W zasadzie wszystkie najważniejsze modele pojazdów – samochodów osobowych i rajdowych, ale też wielkich maszyn budowlanych, ciężarówek – bo to nie osobówka, a ciężarówka uczyniła z Volvo znaną markę – autobusów, a nawet lekki samochód o napędzie Diesla, który mógł jeździć na… oleju roślinnym - które stworzył szwedzki koncern. Sporo tu także samochodów koncepcyjnych, które nigdy nie trafiły do produkcji – swój los zakończyły na etapie prototypów (niekiedy szkoda).

Na końcu muzeum na małych i dużych czeka sklepik z pamiątkami. Nietani, ale trudno będzie wyjść z pustymi rękami.

Muzeum Volvo w Göteborgu, Google Źródło: Google.com

Pola golfowe

Jeśli Szwecja, to także… golf i Annika Sörenstam, szwedzka golfistka, uznawana przez jednych za najlepszą golfistkę swojego pokolenia, a przez innych – najlepszą golfistkę w historii szwedzkiego golfa w ogóle. I nieważne, którą wersję kto wybiera, fakty są takie, że dziś Szwedzi mogą się pochwalić jednymi z najlepszych pól golfowych na świecie. Być w Szwecji i nie spróbować golfa, to prawie tak, jak nie napić się ze Szwedem kawy.

Winiarnia szwedzka

Szwedzi, choć kraj mają zimny, z długimi zimami, także produkują wino, bardzo nietypowe (i nie chodzi tu wcale o słynny glogg, czyli szwedzki poncz na czerwonym winie, który najlepiej smakuje, gdy za oknem prószy śnieg). Mowa o Sav, musującym winie z soku z brzozy (Sav po szwedzku znaczy po prostu sok). Sav zawiera ok. 12,5% alkoholu, ma aromaty gruszki, jabłka, wanilii i dzikiego bzu, i najlepiej smakuje z wędzonym szczupakiem.

Siedziba Volvo - tu codziennie przerywa się pracę na fika

Fika to instytucja, przyjemny obowiązek. By fikę można było nazwać fiką, muszą jej towarzyszyć inni ludzie – i w domu, i w pracy przerwę poświęca się na niezobowiązujące, prywatne pogawędki i dyskusje.

Fot. Istockphoto

WĘDKARSKIE ELDORADO - POŁUDNIOWA SZWECJA

Południowa Szwecja to kraina największych szwedzkich jezior (bardziej przypominających śródlądowe morza), pełnych szczupaków, sandaczy, okoni i troci jeziorowych oraz możliwość wędkowania na przybrzeżnych wodach Bałtyku (na nich oraz na czterech największych jeziorach Szwecji wędkowanie jest bezpłatne).

Fot. Istockphoto

WĘDKARSKIE ELDORADO - WYSPY ALANDZKIE

Wyspy Alandzkie, niewyobrażalnie piękny archipelag ukształtowany przez skandynawski lodowiec, to miejsce, gdzie nawet początkujący wędkarz może złowić 10-kilogramowy okaz.

Fot. Istockphoto

WĘDKARSKIE ELDORADO - PÓLNOCNA SZWECJA I LAPONIA

Szwecja Północna i Laponia - jeden z najbardziej dziewiczych obszarów Europy – to chyba najbardziej luksusowe miejsca do wędkowania. Tu niektóre łowiska dostępne są tylko za pomocą helikoptera, a poza arktycznym pstrągiem lub łososiem można spotkać łosia, wilka i niedźwiedzia (co roku na przełomie czerwca i lipca organizowany jest tu czterodniowy festiwal wędkarski, ściągający wędkarzy z całego świata).

Fot. Istockphoto

MUZEUM VOLVO

W Muzeum Volvo znajduje się między innymi oczywiście słynny P1800, czyli samochód Rogera Moore’a z filmu „Święty” (kto go nie pamięta?), auto, którym Volvo wyszło poza skandynawskie rynki; i modele, które dziś są marzeniem kolekcjonerów. W muzeum Volvo, które odruchowo wielu kierowcom kojarzy się z bezpieczeństwem, można też zrozumieć, czemu tak jest – pierwsze pasy bezpieczeństwa, zagłówki, zderzaki, strefy kontrolowanego zgniotu – to kiedyś wynalazki, a dziś oczywistości, których Volvo było prekursorem.

Fot. Istockphoto

POLA GOLFOWE

Najlepsze pola golfowe znajdują się w Bro Hof Slott, Falsterbo, Halmstad, Visby, Ullna, ale można je znaleźć w dziesiątkach innych miejsc. Zupełnie początkujący i całkiem już zaawansowani golfiści mogą wybierać spośród ponad 480 kursów, w tym wielu kursów mistrzowskich. Warunki naturalne są idealne – ukształtowanie terenu, pełne łagodnych wzniesień i dramatycznych widoków, czyni ze szwedzkiego golfa coś więcej niż sport.

Fot. Istockphoto

WINIARNIA

Nieduże miejsce spoza przewodników, ale szkoda je przeoczyć – winiarnia przy placu Östermalmstorg w Sztokholmie spodoba się każdemu, kto kocha wino i ciekawy design. Zaledwie 70 m kw. powierzchni zagospodarowali z fantazją szwedzcy architekci z biura Sandellsandberg (ich hasłem jest: „Everything communicates”). Ściany vwiniarni pokrywają płyty z mosiądzu, podłogę – zielona żywica, blaty są marmurowe, a krzesła obite na czerwono. Wszędzie wiszą lampy i żyrandole, a przez wielkie szklane witryny widać Sztokholm. Karta win jest bardzo długa, bo importer, Primewine AB, sprowadza je z całego świata.

Fot. Istockphoto

ZORZA POLARNA

W Szwecji najlepsze warunki do oglądania zorzy polarnej są w parku narodowym Abisko – w sezonie zórz polarnych (czyli zimą) rzadko zdarzają się noce, gdy omijają niebo, a każda jest inna. Będąc w Abisko warto zajrzeć do Kiruny – działa tam Instytut Geofizyczny zajmujący się badaniem tajemnic Aurory borealis.

Fot. Istockphoto

Siedziba Volvo - tu codziennie przerywa się pracę na fika

Fot. Materiały partnera

WĘDKARSKIE ELDORADO - POŁUDNIOWA SZWECJA

Fot. Materiały partnera

WĘDKARSKIE ELDORADO - WYSPY ALANDZKIE

Fot. Materiały partnera

WĘDKARSKIE ELDORADO - PÓLNOCNA SZWECJA I LAPONIA

Fot. Materiały partnera

MUZEUM VOLVO

Fot. Materiały partnera

POLA GOLFOWE

Fot. Materiały partnera

WINIARNIA

Fot. Materiały partnera

ZORZA POLARNA

Fot. Materiały partnera

Zorza polarna

Last, but not least – zorza polarna. Znak rozpoznawczy Szwecji (i pozostałych północnych krajów, ale Szwecja to najbliższy kraj, gdzie można ją zobaczyć), magnes na turystów. Nie brak osób, które gotowe są ruszyć w najdalszą podróż tylko dla niej. Słowem przypomnienia: zorza polarna, czyli Aurora borealis, to niezwykłe zjawisko pogodowe – kolorowe świecące na niebie fale, które

powstają w wyniku bardzo wysokiej aktywności słońca. To jedno z najbardziej spektakularnych, a zarazem nieprzewidywalnych zjawisk pogodowych (nie przez przypadek wyprawy na oglądanie zorzy zwykle nazywane są „polowaniem” – nigdy do końca nie wiadomo, gdzie, kiedy i w jakiej formie się pojawi, i to jest w tym ponoć najwspanialsze).

Zorza polarna Fot. iStock

Fot. Materiały partnera

Od fabryki łożysk po synonim luksusu. Dla Volvo od 89 lat liczy się jedno: jakość

Kiedy założyciele Volvo projektowali pierwszy samochód myśleli przede wszystkim o tym, by był doskonale wykonany i wygodny. To podejście sprawiło, że szwedzki gigant od 89 lat jest synonimem jakości i luksusu.

Royal Opera House w Londynie

Fot. iStock

Najpiękniejsze opery świata - najdroższe produkcje, najlepsi śpiewacy i bilety tylko dla wybranych

Istnieją budowle, które doskonałą architekturą, majestatycznym, czasem wręcz onieśmielającym pięknem zachwycają turystów z całego świata. Na liście tych wspaniałych obiektów, obok pałaców wielkich władców czy nietypowych budynków, jak na przykład Wieża Eiffla czy Krzywa Wieża w Pizie, znajdują się przede wszystkim teatry operowe. Ich dostojna architektura sprawia, że są one symbolem wyrafinowanego luksusu. Oto pięć najpopularniejszych, a przy tym także najbardziej spektakularnych i okazałych gmachów operowych na świecie.

Metropolitan Opera House w Nowym Jorku


Pamiętacie to zachwycające, przestronne wnętrze, w którym Jennifer Lopez tańczyła z Ralphem Fiennesem w filmie „Pokojówka na Manhattanie”? To luksusowe wnętrze przepełnione znanymi na całym świecie rzeźbami i obrazami, na pierwszy rzut oka nie przypomina budynku teatru. A jednak, to jedna z trzech najważniejszych oper na świecie.
Pierwszy budynek – który został ukończony w 1883 roku - był dziełem architekta Cleavelanda Cody’ego.
Na jego uroczystym otwarciu nowojorska śmietanka obejrzała „Fausta” Charlesa Gounoda.

Fundatorami gmachu byli, w przeciwieństwie do większości budynków tego typu, nie przedstawiciele rodów królewskich, a finansiści wykładający prywatne pieniądze. Już wtedy opera dążyła do zdobycia tytułu „najlepszej” i „najbogatszej” na świecie. Na jej deskach występowało ponad 80 solistów, 250 chórzystów, 150 muzyków i 70-osobowy balet. MET, jak powszechnie mówi się o operze, mógł mieć w repertuarze ponad 80 oper.
Budynek w 1966 roku został przeniesiony do kompleksu The Lincoln Center for the Performing Arts. Obok opery mieści się tu teraz także Filharmonia Nowego Jorku (New York Philharmonic), Szkoła Muzyczna Juilliarda (Juilliard School of Music), oraz Opera Miasta Nowy Jork (The New York City Opera).

“Tristan und Isolde” Mariusza Trelińskiego otworzyło w tym roku sezon w Metropolitan Opera

Teatro alla Scala w Mediolanie

Jest to najsłynniejsza i największa opera we Włoszech, której nie sposób nie odwiedzić będąc w Mediolanie. Gmach zaprojektowany przez architekta Giuseppe Piermarini w latach 1776-1778 mieści bez problemu 3000 widzów! Jego nazwa – Teatro alla Scala – pochodzi od nazwiska księżnej Beatrycze Reginy della Scala, żony księcia Bernabo Viscontiego.

Teatro alla Scala w Mediolanie Fot. Flickr.com, Anna & Michal (CC by 2.0)

Wybudowana zaledwie w ciągu dwóch lat opera przywitała gości brawurowo przygotowaną i wykonaną operą Salieriego L'Europa riconosciuta. Od tamtej pory wystawiano tu najwspanialsze i najbardziej znane opery – między innymi "Madame Butterfly" i "Turandot" Puccinego czy "Nabucco" i "Otello" Verdiego.

Przeprowadzona niedawno, w latach 2000-2004 (to dłużej niż ją budowano!) renowacja obiektu kosztowało ponad 61 mln euro. Współcześni nam architekci dobudowali do opery sięgającą 38 metrów wysokości wieżę i dobudówkę w kształcie elipsy. Po zakończonych pracach odbyła się kolejna gala otwarcia Teatro alla Scala. Wzięło w niej udział dwa tysiące osób, z czego niektóre z nich musiały zapłacić za bilet ponad dwa tysiące euro!

Royal Opera House w Londynie


Royal Opera House nie jest największą w Londynie. Należy jednak - obok Teatro alla Scala czy Metropolitan Opera - do najznakomitszych, najbardziej monumentalnych budynków.

Podczas inauguracji gmachu w 1732 roku wystawiono tam komedię autorstwa Williama Congreve'a – "The way of the world". Premiera okazała się być wielkim sukcesem. Od tego czasu Opera Królewska gościła nie tylko rządnych dobrej sztuki turystów, lecz także muzyków i śpiewaków z całego świata. Na deskach tego teatru występowało też wielu polskich artystów - np. Mariusz Kwiecień, Aleksandra Kurzak i Małgorzata Walewska.

Wirtualny spacer po wnętrzu Royal Opera House w Londynie ©2016 Google Źródło: Google.com

Opera Garnier w Paryżu


Eklektyczny gmach paryskiej opery to ikona architektury stolicy Francji. Budynek ten to nie tylko ważne miejsce kulturalnych wydarzeń, spotkań śmietanki towarzyskiej, lecz także znane w popkulturze miejsce. To właśnie tu toczy się akcja powieści "Upiór w operze" Gastona Lerouxa. Na kartach swojej książki pisarz uwiecznił fakt, że dawniej, w podziemiach opery znajdowały się

mokradła, pozostałości po jeziorze, a także przytoczył słynny upadek bogato zdobionego żyrandola. Powieść wystawiano jako musical i wielokrotnie ją zekranizowano.

Oddany do użytku w 1875 roku budynek doczekał się wielu naśladowców. Wzorowali się na nim choćby Polacy. Projekt Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie silnie czerpie z pomysłów francuskiego architekta Charlesa Garniera.

Opera Garnier w Paryżu Fot. Flickr.com, Fougerouse Arnaud (CC BY-NC 2.0)

Opera House w Sydney Fot. FLICKR.COM, Christophe Robert Hervouët (CC BY-NC-ND 2.0)

Opera House w Sydney


Listę najbardziej okazałych teatrów operowych zamyka budynek dość nietypowy, aczkolwiek chyba najbardziej rozpoznawalny na całym świecie. Opera w Sydney jest bardzo nowoczesna i stosunkowo - w porównaniu do innych z naszego rankingu - wyjątkowo "młoda". Gmach powstawał w latach 1957-1973. Do konkursu na projekt tego ekspresjonistycznego budynku startowała 222 architektów, z 32 krajów. Wyłonieni - Jørn Utzon i Ove

Arup - stworzyli niewątpliwie oryginalną i zapadającą kopułę ze stali, betonu i szkła.

Na uroczystym otwarciu, które miało miejsce w 1973 roku, pojawiła się sama królowa Elżbieta II. Niedawno - w 2007 roku - opera została wyjątkowo uhonorowana i wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
W budynku opery mieści się między innymi siedziba zespołu Sydney Symphony, Teatr Dramatyczny i sala koncertowa - Concert Hall.

Metropolitan Opera House w Nowym Jorku

Jedna z trzech najważniejszych oper na świecie. Mieści się w budynku należącym do The Lincoln Center for the Performing Arts powstałym w latach 60-tych XXw. Trwający sezon otworzyła po raz pierwszy w historii Metropolitan produkcja w reżysera Polaka, Mariusza Trelińskiego.

Teatro alla Scala w Mediolanie

Najsłynniejsza i największa opera we Włoszech. Gmach powstały w XVIIIw. mieści 3000 widzów.
Wystawiano tu najwspanialsze i najbardziej znane opery – między innymi "Madame Butterfly" i "Turandot" Puccinego czy "Nabucco" i "Otello" Verdiego.

Royal Opera House w Londynie

Ulokowana w Covent Garden w centralnej części Londynu, Opera Królewska należy do najpiękniejszych i najznakomitszych budynków operowych świata. W XIX w. budynek został dwukrotnie zniszczony przez pożar i odbudowany.

Opera Garnier w Paryżu

To tu toczy się akcja powieści "Upiór w operze" Gastona Lerouxa. Nazwę zawdzięcza swojemu projektantowi, Charlesowi Garnier. Na jego projektach jest wzorowany się m.in. Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie.

Opera House w Sydney

Prawdopodobnie najbardziej rozpoznawalny budynek opery na świecie, zaprojektowany przez duńskich architektów Jørna Utzona i Ove Arupa. Na jej otwarciu w 1973 roku, pojawiła się sama królowa Elżbieta II.

Kabina samochodu, z uwagi na jej kształt, wcale nie jest łatwym miejscem
do nagłośnienia. Problemem wielu aut jest to, że do kierowców dociera sporo
odbitych fal dźwiękowych, które brzmią gorzej, niż te płynące bezpośrednio z głośników.
Aby zminimalizować liczbę fal odbitych od przedniej szyby,
zastosowaliśmy głośnik wysokotonowy na środku deski rozdzielczej.
Dlatego nasz system brzmi realistycznie i naturalnie

Stuart Nevill, główny inżynier Bowers & Wilkins

WIDEO PARTNERA

Fot. Materiały partnera

Historia innowacji – jak Volvo dba o bezpieczeństwo twoje i innych

W kwestii bezpieczeństwa Volvo jest w motoryzacji marką-symbolem. To Szwedzi są największymi prekursorami w branży, jeżeli chodzi o wdrażanie nowych rozwiązań mających na celu poprawę bezpieczeństwa nie tylko kierowcy i pasażerów, ale także pieszych czy rowerzystów. Nie inaczej jest w przypadku limuzyny S90. Wraz z nią debiutuje paleta najnowszych rozwiązań.

Volvo nie byłoby sobą, gdyby nie napakowało swojego flagowego modelu całą masą systemów bezpieczeństwa. W materiałach promocyjnych najwięcej miejsca poświęcono systemowi wykrywania dużych zwierząt na drodze. Volvo pochodzi ze Szwecji, tak więc na zdjęciach widzimy, jak S90 wykrywa i reaguje na pojawienie się na

drodze łosia. System ma także świetnie poradzić sobie z jeleniem czy koniem. Dzięki niemu o wiele łatwiej unikniemy zderzenia ze zwierzęciem, a jeżeli nie będzie to możliwe, to Volvo zminimalizuje konsekwencje takiego wypadku.

Wykrywanie dużych zwierząt

System sam potrafi rozpoznawać znajdujące się na drodze duże zwierzęta, takie jak łosie, jelenie, czy konie, a następnie zahamować.

Wykrywanie dużych zwierząt

W razie niemożliwej do uniknięcia kolizji auto aktywuje napinacze pasów i ustawia przednie fotele w najbezpieczniejszej pozycji.

Pilot Assist

Umożliwia jazdę z prędkością autostradową, a auto samo utrzyma właściwy kierunek jazdy w obrębie pasa ruchu. System ten wraz z adaptacyjnym tempomatem wspiera kierowcę odciążając go z tych fragmentów trasy, gdy nie jest potrzebna jego ingerencja.

Run-off Road Mitigation

Pierwszy na świecie system pozwalający uniknąć kolizji spowodowanej zjazdem z jezdni przy prędkości 65-140 km/h.

Klatka ze szwedzkiej stali

Najwyższej jakości materiały tworzą klatkę, która chroni podróżujących w razie wypadku.

Z innych nowości, na pokładzie limuzyny znajdziemy m.in. system City Safety, który zapobiega kolizji do różnic prędkości 80 km/h, system automatycznej jazdy w korku, system samoczynnego utrzymywania pojazdu w pasie ruchu (do 110 km/h). Dzięki systemowi Pilot Assist II możliwa jest jazda z prędkością autostradową, a auto samo utrzymuje właściwy kierunek jazdy w obrębie pasa ruchu. Wcale nie potrzebuje samochodu przed sobą, za którym by jechało. Kieruje się znakami drogowymi i liniami na drodze. O takich systemach jak ostrzeganie o

pojeździe w martwym polu czy awaryjnym hamowaniu nie ma co wspominać - w Volvo to już standard. Także sama konstrukcja nadwozia została wykonana pod dyktando bezpieczeństwa. Zastosowano najwyższej jakości materiały, z których stworzono klatkę bezpieczeństwa, chroniącą podróżujących w razie wypadku. Formowana w wysokiej temperaturze stal borowa to jeden z najbardziej wytrzymałych materiałów stosowanych w motoryzacji.

System wykrywania dużych zwierząt, Materiały partnera

Bezpieczeństwo jest
i musi być
podstawową zasadą
wszelkich prac konstrukcyjnych

Najwyższy poziom bezpieczeństwa w nowym Volvo S90 nie powinien nas dziwić. Powyższe hasło przyświeca Szwedom od samego początku historii marki. Volvo od zawsze było liderem w zakresie poprawiania bezpieczeństwa. Pod koniec lat 60’ w Volvo PV544 zadebiutowały trzypunktowe pasy bezpieczeństwa z przodu. Za przełom odpowiadał inżynier Nils Bohlin. Dzisiaj wszyscy producenci starają się osiągnąć jak najlepszy wynik w testach zderzeniowych (przykładowo, zdobyć 5 gwiazdek Euro NCAP). Pierwszym samochodem poddanym testom zderzeniowym było Volvo 120 Amazon. Z kolei w 1964 roku Volvo zaczęło pracę nad fotelikiem dla dzieci. Pierwsze prototypy montowano w modelu PV544. Pełnoprawny fotelik zadebiutował w 1967 roku w Volvo Amazon. Był to odwrócony fotel pasażera ze specjalnymi boczkami, które zapewniały dziecku bezpieczeństwo.

Nie można też zapomnieć o Volvo 140 z 1966 r. – to kolejny wielki krok dla motoryzacji. To właśnie w tym modelu Szwedzi wprowadzili hamulce tarczowe, kontrolowane strefy zgniotu czy pasy bezpieczeństwa dla pasażerów podróżujących na tylnej kanapie. Volvo 140 ugruntowało pozycję Volvo jako lidera w dziedzinie samochodowego bezpieczeństwa, a marka zaczęła się kojarzyć na całym świecie z najwyższą jakością i dbałością o kierowcę. Szwedzi mogli poczuć się docenieni w 1976 roku, kiedy rząd Stanów Zjednoczonych zakupił 24 sztuki Volvo 240. Po serii testów zderzeniowych władze USA uznały ten model za niedościgniony wzór bezpieczeństwa i to do 240 porównywano wszystkie inne samochody. W latach 80’ Volvo dalej przodowało w innowacjach. Samochody ze Szwecji zaczęły być wyposażane m.in. w pasy z mechanizmem samoregulacji, system chroniący przed skutkami zderzeń bocznych i system zawieszenia Delta-Link.

Volvo 120 Amazon

Pierwszy pełnoprawny test
zderzeniowy

Volvo PV544

To w tym modelu debiutowały
trzypunktowe pasy bezpieczeństwa

Pierwszy fotelik
dla dziecka

5 Volvo serii 240

Niedościgniony wzór
bezpieczeństwa lat 70’

Volvo serii 140

Kolejny poziom bezpieczeństwa - kontrolowane strefy zgniotu, klatka bezpieczeństwa, łamana kolumna kierownicy i tarcze hamulcowe we wszystkich kołach.

Fot. Materiały prasowe

Volvo 120 Amazon

Pierwszy pełnoprawny test zderzeniowy

Fot. Materiały partnera

Volvo PV544

To w tym modelu debiutowały trzypunktowe pasy bezpieczeństwa

Fot. Materiały partnera

Pierwszy fotelik dla dziecka

Fot. Materiały partnera

Niedościgniony wzór bezpieczeństwa lat

Niedościgniony wzór bezpieczeństwa lat

Fot. Materiały partnera

Volvo serii 140

Wprowadziło całą masę przełomowych rozwiązań

Fot. Materiały partnera

Volvo nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa w kwestii bezpieczeństwa. Marka zapowiedziała, że w 2020 roku ich samochody będą już tak zaawansowane, że nikt więcej nie zginie na pokładzie nowego Volvo. To niezwykle ambitna i odważna zapowiedź. Jednak kto jak nie Volvo może tego dokonać. Oprócz systemów bezpieczeństwa dużą rolę ma w tym odegrać kolejna wersja systemu Pilot Assist, który już teraz nazywany jest przez Volvo „ostatnim krokiem do autonomicznej jazdy”.

Autonomiczna jazda, Materiały prasowe

Szalony wyścig dookoła świata

To moje olimpijskie złoto, mój Mount Everest, mój sen z dzieciństwa - tak Mike Sanderson, skipper czyli szef załogi jachtu ABN AMRO ONE opisał swoją radość po zwycięstwie w Volvo Ocean Race. Idealnie podsumował te regaty. To wielka rywalizacja sportowa, a jednocześnie ekstremalne przeżycie, które od uczestników wymaga nie tylko najwyższej sprawności fizycznej, wiedzy wkraczającego daleko poza żeglarstwo, ale również odporności psychicznej.

W skrócie Volvo Ocean Race to rywalizacja jachtów w wieloetapowym wyścigu dookoła świata. Zawody odbywają się co trzy lata i trwają niemal dziewięć miesięcy. Tyle trzeba, by wyłonić zwycięzcę. Etapów jest 10. Mają różną długość - od 700 mil morskich - gdy żeglarze przepływają z Alicante, gdzie w ostatnich edycjach zaczynały się te regaty do Lizbony; albo niemal 12 tysięcy mil morskich, gdy jachty prosto z Kapsztadu w Rep. Płd. Afryki ruszają do Hongkongu. Żeglarze po drodze pokonują wszystkie oceany. Trasa ostatniej edycji liczyła 38,73 tys. mil morskich, czyli 71,7 tys. kilometrów

- niemal dwa razy więcej niż obwód ziemi na równiku.
Ale uczestnicy regat rywalizują nie tylko na pełnym morzu. W programie są też niezwykle atrakcyjne dla kibiców tzw. wyścigi portowe. Uczestnicy regat walczą w nich na krótkich trasach, których pokonanie zajmuje ok. godziny. Rywalizacja odbywa się w miejscu zakończenia etapu regat pełnomorskich. Dzięki temu kibice z nabrzeży portowych lub jednostek pływających mogą z bliska obserwować piękną walkę między uczestnikami Volvo Ocean Race.

Jak piłkarska Liga Mistrzów


Mike Sanderson poprowadził swój zespół do zwycięstwa w 2006 r. Był najmłodszych w historii kapitanem zwycięzcą Volvo Ocean Race - miał 35 lat Choć jest Nowozelandczykiem, to występował pod banderą holenderską. Zespoły w Volvo Ocean Race są bowiem jak drużyny w piłkarskiej Lidze Mistrzów - do załogi wybierają najlepszych zawodników bez względu na narodowość.
W ostatniej edycji, która trwała do października 2014 r. do czerwca 2015 r. uczestniczyło siedem jachtów, których członkami załogi byli przedstawiciele osiemnastu różnych narodowości.

Dlaczego uczestników jest tak niewielu? To zawody niezwykle elitarne. Tylko naprawdę bogatych sponsorów stać, aby wystawić załogę do regat. Średni budżet zespołu w Volvo Ocean Race to 15 mln euro. Co ciekawe wszyscy uczestnicy regat mają do dyspozycji ten sam model łódki - Volvo Ocean 65. Został on opracowany przez firmę

projektująca jachty - Farr Yacht Design z Annapolis w stanie Maryland w USA. Organizatorzy chcą bowiem, by Volvo Ocean Race nie był wyścigiem technologicznym, ale przede wszystkim rywalizacją najlepszych załóg. Aby o zwycięstwie decydowały umiejętności, a nie grubość portfela.

Oczywiście, grubość portfela ma znaczenie przy zatrudnianiu załogi. To też jak w piłkarskiej Lidze Mistrzów - im ważniejsza pozycja w zespole, tym większe pieniądze. Najlepsi skipperzy mogą zarobić nawet dwa miliony funtów w ciągu przygotowań i regat. W sumie to kontrakt na około dwa lata. Skipper ma bowiem obowiązki nie tylko na morzu. On musi skompletować załogę i reprezentuje team w spotkaniach ze sponsorami i w działaniach promocyjnych. Członkowie załogi na stanowiskach oficerskich, czyli nawigatorzy czy kapitanowie wachtowi mogą liczyć na zarobek rzędu 25 tys. funtów miesięcznie, a członkowie załogi i zespołu brzegowego po ok. 10 tys. funtów miesięcznie.

Alicante

Miasto portowe w południowo-wschodniej Hiszpanii z bogatą historią i pięknymi widokami. Port macierzysty Volvo Ocean Race od 2008 roku, stąd rusza również kolejna edycja regat- 2017/18.

Lizbona

Stolica i największe miasto Portugalii, położone nad rzeką Tag przy jego ujściu do Oceanu Atlantyckiego. Uczestnicy regat wyruszą stąd w kierunku Przylądka Dobrej Nadziei tak jak uczynił to słynny portugalski żeglarz Vasco da Gama podczas swojej pierwszej wyprawy do Indii.

Kapsztad

Stolica Republiki Południowej Afryki położona nad Zatoką Stołową, na północ od Przylądka Dobrej Nadziei.Jest to obszar o jednej z najwyższych na świecie aktywności wyładowań atmosferycznych, stąd historyczna nazwa Przylądka Burz.

Hong Kong

Miasto jest Specjalną Strefą Administracyjną Chin, słynie z imponujących drapaczy chmur i tworzonej przez nie panoramy, której nie da się porównać z żadnym innym miastem na świecie. Sternicy Volvo Ocean Race zawiną do tego portu po raz pierwszy w 43- letniej historii regat.

Guangzhou

Guangzhou jest trzecim największym miastem Chin, mieszka w nim ok 14 milionów ludzi, z bardzo bogatą ponad 2200 letnią historią.
Jest wielki i nowoczesny, bez przerwy rozwija się jako jeden z głównych ośrodków handlowych Chin. Podobnie jak jego ogromny morski i śródlądowy port w delcie Rzeki Perłowej.

Auckland

Zwane jest często Miastem Żagli. Największe miasto Nowej Zelandii, położone na wąskim przesmyku Tamaki, między Morzem Tasmana i Oceanem Spokojnym.
Od drugiej edycji regat 1977/78, stało się kultowym przystankiem na trasie Volvo Ocean Race.

Itajai

Volvo Ocean Race ma długą historię związaną z Brazylią, tym razem po raz trzeci żeglarze zawiną do Itajai.
Miasta w południowym stanie kraju- Santa Catarina. Uśmiechnięci i gościnni mieszkańcy z chęcią odwiedzają miasteczko regatowe.

Newport

Przez wiele lat gospodarz innych wielkich regat o Puchar Ameryki, zdobyło sławę jednego z żeglarskich miast Ameryki.
Po raz drugi od edycji 2014-15, będzie gościć również Volvo Ocean Race.

Cardiff

Po długich oczekiwaniach regaty zawitają w stolicy Walii, miasta znanego z rugby i piłki nożnej.
Wśród mieszkańców znajdziemy również licznych fanów żeglarstwa, którzy z entuzjazmem przywitają Volvo Ocean Race.

Göteborg

Dom dla naszego Partnera marki Volvo, w związku z czym regaty już dwukrotnie kończyły się w tym malowniczym szwedzkim mieście.
W nadchodzącej edycji Volvo Ocean Race żeglarze odwiedzą miasto i cieśninę Kattegat, ale nie będzie to ostatni odcinek na ich trasie...

Haga

Meta następnej edycji Volvo Ocean Race. To wielki dowód uznania dla tego, od wieków rozkochanego w żeglarstwie, miasta.
W 2018 roku żeglarze pokochają również widok holenderskiego wybrzeża, które będzie ostatnim na trasie najbardziej wymagających regat świata.

Alicante

Miasto portowe w południowo-wschodniej Hiszpanii z bogatą historią i pięknymi widokami. Port macierzysty Volvo Ocean Race od 2008 roku, stąd rusza również kolejna edycja regat- 2017/18.

Lizbona

Stolica i największe miasto Portugalii, położone nad rzeką Tag przy jego ujściu do Oceanu Atlantyckiego.
Uczestnicy regat wyruszą stąd w kierunku Przylądka Dobrej Nadziei tak jak uczynił to słynny portugalski żeglarz Vasco da Gama podczas swojej pierwszej wyprawy do Indii

Kapsztad

Stolica Republiki Południowej Afryki położona nad Zatoką Stołową, na północ od Przylądka Dobrej Nadziei.
Jest to obszar o jednej z najwyższych na świecie aktywności wyładowań atmosferycznych, stąd historyczna nazwa Przylądka Burz.

Hong Kong

Miasto jest Specjalną Strefą Administracyjną Chin, słynie z imponujących drapaczy chmur i tworzonej przez nie panoramy, której nie da się porównać z żadnym innym miastem na świecie. Sternicy Volvo Ocean Race zawiną do tego portu po raz pierwszy w 43- letniej historii regat.

Guangzhou

Guangzhou jest trzecim największym miastem Chin, mieszka w nim ok 14 milionów ludzi, z bardzo bogatą ponad 2200 letnią historią.
Jest wielki i nowoczesny, bez przerwy rozwija się jako jeden z głównych ośrodków handlowych Chin.
Podobnie jak jego ogromny morski i śródlądowy port w delcie Rzeki Perłowej.

Auckland

Zwane jest często Miastem Żagli. Największe miasto Nowej Zelandii, położone na wąskim przesmyku Tamaki, między Morzem Tasmana i Oceanem Spokojnym.
Od drugiej edycji regat 1977/78, stało się kultowym przystankiem na trasie Volvo Ocean Race.

Itajai

Volvo Ocean Race ma długą historię związaną z Brazylią, tym razem po raz trzeci żeglarze zawiną do Itajai.
Miasta w południowym stanie kraju- Santa Catarina. Uśmiechnięci i gościnni mieszkańcy z chęcią odwiedzają miasteczko regatowe.

Newport

Przez wiele lat gospodarz innych wielkich regat o Puchar Ameryki, zdobyło sławę jednego z żeglarskich miast Ameryki.
Po raz drugi od edycji 2014-15, będzie gościć również Volvo Ocean Race.

Cardiff

Po długich oczekiwaniach regaty zawitają w stolicy Walii, miasta znanego z rugby i piłki nożnej.
Wśród mieszkańców znajdziemy również licznych fanów żeglarstwa, którzy z entuzjazmem przywitają Volvo Ocean Race.

Göteborg

Dom dla naszego Partnera marki Volvo, w związku z czym regaty już dwukrotnie kończyły się w tym malowniczym szwedzkim mieście.
W nadchodzącej edycji Volvo Ocean Race żeglarze odwiedzą miasto i cieśninę Kattegat, ale nie będzie to ostatni odcinek na ich trasie...

Haga

Meta następnej edycji Volvo Ocean Race. To wielki dowód uznania dla tego, od wieków rozkochanego w żeglarstwie, miasta.
W 2018 roku żeglarze pokochają również widok holenderskiego wybrzeża, które będzie ostatnim na trasie najbardziej wymagających regat świata.

Relacja na żywo ze środka oceanu


Załogi mają w swoich składach nie tylko wytrawnych żeglarzy, ale również specjalistów od obsługi medialnej, którzy muszą umieć napisać tekst, nagrać film, obrobić go komputerowo, zmontować i jeszcze opublikować w internecie. To nowoczesne regaty nie tylko z racji wykorzystujących najnowsze zdobycze techniczne jachtów, ale także z powodu wykorzystania najważniejszych dziś kanałów informacyjnych. Rywalizację można bowiem śledzić na żywo w internecie, dzięki zamontowanym w jachtach odbiornikom GPS. Dzięki

osobom od obsługi medialnej relacje na bieżąco trafiają na Facebooka, Twittera czy YouTube. Dzięki kamerom z bliska można zobaczyć, mrożące krew w żyłach momenty sztormów, gdy przez pokład jachtu przelewa się fala zmywając dosłownie pracujących na nim ludzi.

Amory Ross, reporter pokładowy teamu Alvimedica z ostatniego Volvo Ocean Race mówi w swoim wideo: - Mimo wiatru i wody, gorąca i zimna, wyczerpania i bólu wciąż podążamy dokoła świata przez 9 miesięcy. Dlaczego? Bo to jest nasza pasja. Być może chcemy coś udowodnić sobie, może jesteśmy szaleni...

VOLVO OCEAN RACE

Fot. Materiały partnera

VOLVO OCEAN RACE

Fot. Materiały partnera

VOLVO OCEAN RACE

Fot. Materiały partnera

VOLVO OCEAN RACE

Fot. Materiały partnera

VOLVO OCEAN RACE

Fot. Materiały partnera

To rzeczywiście szaleństwo. Pozwolić się skazać na 9 miesięcy życia z ośmioma innymi facetami na niewielkiej łódce, gdzie nawet nikt nie ma swojego łóżka. Bo koi jest mniej niż członków załogi. Wiadomo, zawsze ktoś na jachcie musi czuwać. Marynarze są pod tym względem jak komandosi, każdą wolną chwilę umieją wykorzystać na chwilę drzemki. Nie wiadomo bowiem, kiedy następna okazja się przydarzy. To samo jest z kąpielą. Jedyna okazja - gdy pada deszcz. Poza tym wystarczyć muszą wilgotne chusteczki. Jedzenie? Żadnych smakołyków, przeważnie same liofilizowane papki - jak u kosmonautów. Rejs dookoła świata to niemal jak wczasy odchudzające. Są i chwile grozy. W poprzedniej edycji przeżyła je płynąca pod duńską banderą ekipa Vestas Wind, która w drodze z Kapsztadu do Abu Zabi rozbiła się na rafie koralowej

Cargados Carajos w okolicach Mauritiusa. Na szczęście nikt nie odniósł poważniejszych obrażeń. Winę za wypadek wziął na siebie kapitan Chris Nicholson.

Oprócz człowieka od obsługi medialnej na jachcie muszą się znaleźć również żeglarze, którzy umieją naprawić poszycie lub takielunek. Żeglarze przeszkoleni medycznie, którzy umieją na pełnym morzu szyć ranę czy nastawić wybity bark. Jest też fachowiec od meteorologii, który całe dnie analizuje komunikaty pogodowe i na ich podstawie prognozuje sytuację na trasie.

Kolejne Volvo Ocean Race rusza już za rok z Alicante.